Archiwum

Archiwum kategori:i ‘Literatura’

Aug
08

Uważam, że jest to niesamowita książka. Polecam ją każdemu. Podobał mi się styl, w którym jest napisana. Bogate rozważania w niej zawarte nie wydały się mi zbyt długie, natomiast odebrałem je jako bardzo trafne. Książka nie narzuca swojej filozofii i oceny, ale pozostawia tę sferę czytelnikowi.

Może to niepoprawne z mojej strony, ale sposób opowiadania b. często mnie rozśmieszał. Uważam iż autor mógłby również być komikiem! Dziwne to, bo rzeczy, o których opowiada są b. poważne.

Dla mnie, „Jądro Ciemności” jest opowiadaniem o tym jak okazja czyni złodzieja. Odczytuje to jako obecność czegoś silniejszego obok czegoś o wiele słabszego. Taka relacja umiejscowiona w bezczasie, z dala od jakichkolwiek ograniczeń, obyczajów i odpowiedzialności wobec czegokolwiek jest ohydną pokusą, której upadły człowiek nie jest chyba w stanie udźwignąć(na pewno nie sam). Na pierwszy rzut oka, wydawało się mi to bzdurne, gdyż jako chrześcijanin wiem, że Bóg jest wszędzie, tak więc i osąd jest zawsze obecny, jednak z praktycznego punku widzenia, sprawa może być o wiele bardziej złożona. Warto wczytać się w „Jądro Ciemności”, gdyż jak pisze Conrad:

„jego sens nie sprowadza się do wewnętrznej treści, lecz wychodzi na zewnątrz, ogarniając sobą opowieść, która ów sens wynosi na światło dzienne.”

Bardzo obszerne posłowie, niezbędne moim zdaniem, szalenie ubogaca dzieło tworząc z nim nierozerwalną całość.

Warto jest mieć „Jądro Ciemności” w swojej biblioteczce i wracać do niego, by jeszcze raz niejako wniknąć w siebie samego i odkryć pewną prawdę, która dotąd tkwiła gdzieś poza świadomością.

To co mnie chyba najbardziej uderzyło i zarazem, jakby sprowokowało, jest zarzut Conrada wobec nas żyjących w spokoju Europejczyków(lub Ucywilizowanych, bo można to rozszerzyć na inne kontynenty):

„Żyją pustym życiem nie dlatego, że w nic nie wierzą, ale dla tego, że swojej wiary nie poddali sprawdzianowi.”

I to mnie trochę zabolało. Nie do końca sprawiedliwe, jednak prawdziwe. Choć myśl jest oderwana od wiary, autor jakby sugeruje iż wiara nie rzutuje tutaj, to ja mam trochę inne zdanie. Pomimo to wykorzystam tę wskazówkę dla siebie.

, ,

May
27

Ta książka niewątpliwie wzbudziła we mnie wiele refleksji. Jest napisana w bardzo prostym języku, ze względu na co, wolałbym obejrzeć tę historię na ekranie, raczej niż spędzać godziny na, jak dla mnie, nudnym czytaniu. Sądzę, że film mógłby oddać to lepiej i szybciej. Jeszcze go nie oglądałem, ale widziałem, że został takowy nakręcony i to w 2010 roku(link)!

Myślę, że opowieść można potraktować jako prosty obraz, który nie ma się podobać, ani nawet nie ma podlegać ocenie wizualnej. Jego jakby chłonie się wzrokiem, lecz doświadcza sercem, myślą i emocją.  Nie znalazłem w opowieści pięknych cytatów, czy wielkich mądrości życiowych. Są osoby, które w takim razie, stwierdziłyby, że ta książka to chłam nie trzymający się realiów i pozbawiony pierwiastka, który by determinował powód do czytania.

Ja nie czytam wiele i być może dlatego, dopiero teraz doświadczyłem nowej mi mieszanki uczuć i myśli towarzyszących mi po przeczytaniu ostatniego paragrafu.  Opisałbym to jako: pustkę, bo nie ma nadziei; wzruszenie z powodu pokory, czystości i dobra; żalu z powodu braku sprawiedliwości; „psychicznych mdłości” z powodów mi nieznanych lub takich, których nie mogę po prostu wyrazić słowami.

Uczucie pustki, często mi towarzyszy przy literaturze omijającej tak istotną Osobę jaką jest Bóg. Można mi to zarzucić jako brak obiektywizmu, ale taki już jestem. Każdy patrzy na rzeczy przez pryzmat swojego życia. Jeśli jest w nim Bóg, będzie i On w refleksjach. Ominięto Pana Boga w „Nie opuszczaj mnie”, bo w innym wypadku historia nie mogłaby powstać. Dlatego traktuję ją jako fałszywą wizję, która nigdy się nie sprawdzi, jakkolwiek dopuszczam do swojej świadomości, że Bóg, być może, dopuści człowieka do klonowania istnień. Wierzę, że sklonowane osoby miałyby duszę. Skoro tak, to miałyby również Cząstkę Boskości. Nie potrafię sobie wyobrazić człowieka bez duszy, bo czy człowiek potrafiłby oddać własne życie bez  ważnego motywu? Czy mógłby nie przejmować się śmiercią, przemijalnością i sensem istnienia? Gdzie kończą się emocje, myśli a zaczyna dusza?

 

, ,